Saiga - opowiadanie fanowskie

Dyskusje o prozie osadzonej w uniwersum Survarium.

22 lutego 2015, 20:30

Saiga

Ryczy Wół, kto tak nazwał to miejsce. Chyba był spity na umór. W każdym razie przed pandemią była to mała mieścina turystyczna, gdzie niedaleko był obóz kolonijny, położony parę kilometrów w lesie. W każdym w jednej z dzielnic ocalali założyli obóz. Obozowała tam społeczność włóczęgów u której często bywałem.

Zaraz kim jestem? Jestem znajdowaczem czyli zarabiam na życie w tym chorym świecie zbierając artefakty. Stąd też moja ksywka Szlam, która wzięła się od mojej roboty. Po prostu babram się w tym anomalnym szlamie by wyciągnąć artefakty i sprzedać je za garść monet lub wymienić na amunicje do mojej strzelby lub zapasy. Jednak teraz byłem daleko... no względnie daleko od lasu, anomalii i innych nieprzyjemności i sączyłem sobie ziołową herbatę z glinianego kubka i rozmyślałem o tym co niedawno spotkałem.

Odczułem ciężar nowej strzelby na ramieniu. Była to Saiga-12, zdobyłem ją w też w dość nietypowy sposób. Wracałem po kilkudniowej wędrówce mają żywokost i grzechotkę wyciągniętą z anomalii. I w tedy to na mnie natarło wściekły dzik garbus. Cholerne mutanty skąd się one tak biorą. Jednak nie było czasu się nad tym zastanawiać odskoczyłem i gdy przebiegł obok mnie wypaliłem z obu luf mojej dwururki naraz. Nie myśląc wiele natychmiast przeładowałem. Cholerna dwururka, nie ma więcej niż dwa strzały. Jednak na szczęście tym razem okazało się wystarczyć. Garbus padł martwy. Odetchnołem...

Gdy rozejrzałem się po okolicy okazało się, że ... tuż obok jest istne pobojowisko. W okolicy walały się ciała. Czterech w mundurach, Dwóch w skórzanych strojach pokrytych dziwnymi symbolami i amuletami. Mundurowi musieli być częścią Armii Odrodzenia, a tamta dwójka Skrajowcami. Więc jeden ze skrajowców ma butle tlenową na plecach i strzelbę saiga, a drugi karabin SKS. A odrodzeniowcy mieli kałachy z zamontowanymi tłumikami. Tak więc skrajowcy spotkali się z odrodzeniowcami i doszło do strzelaniny, choć nie wiadomo kto zaczoł. Sądząc po ranach odrodzeniowcy zniszczyli skrajowców, bo z tej dwójki zostały sita. Odrodzeniowcy nie mieli ran od kul, ale mieli cały zestaw ran szarpanych i kutych, a wokół nich było kilka martwych garbusów. Przebieg walki więc był prosty odrodzeniowcy wykończyli skrajowców, a potem nagle między nich wpadła grupa garbusów. Zaskoczeni odrodzeniowcy ulegli i stali się karmą mutantów.

Istne Battale Roayle z garbusem jako zwycięzca.

Zresztą spotkanie odrodzeniowców i skrajowców raczej nie mogło skończyć się inaczej. Ci goście myślą o świecie w całkowicie inny sposób. Skraj uważa, że las należy poznać i nauczyć się żyć z nim w zgodzie, bo wtedy można będzie znaleźć drogę do jakiegoś edenu. Odrodzenia, alias niedobitki wojska sprzed katastrofy uważają, że las jest jak rak, który należy wyciąć, zniszczyć, wyplewić etc. Oczekiwać od nich przyjaźni to jak oczekiwać zgody od kapitalistów i komunistów.

Wracając do sprawy po jatce pojawiam się ja i wykończam ostatniego garbusa. Lamersko.

Przeszukałem ciała. Tak... Wszyscy są martwi jak ćwiek w dzwiach. Myśle. Ze mnie ani szabrownik, ani tym bardziej hiena cmentarna, ale sprawa wygląda tak: oni są sztywni więc sprzęt już się im nie przyda, a ja żyje i mogę z niego zrobić użytek. Krótkie poszukiwania przyniosły nad podziw dobre rezultaty. Stałem się szczęśliwym posiadaczem Strzelby Saiga-12 z zapasem dość pojemnych magazynków. Jeden z odrodzeniowców miał pistolet Fort-17 z kaburą udową i dwoma zapasowymi magazynkami. Do tego dochodzą magazynki do kałachów i spory zapas amunicji 7.62x39, oprócz tego garść mamony.

Po katastrofie gdy zarodnikowa burza wybiła 90-95% populacji w magazynach zostało sporo amunicji, tylko dlatego mogliśmy chodzić z giwerami, a nie tłuc sie z łukami, czy procami. W każdym razie amunicja pełniła rodzaj alternatywnej waluty podobnie jak złoto i srebro.

Gdy spakowałem to co dawało jakąś wartość szybko się oddaliłem, nie chciałem znaleźć w okolicy innych padlinożerców, zarówno na dwóch jak i większej ilości nóg. Los nie uśmiechnął się do tych biedaków, a ja miałem szczęście. Jednak jedno wiem na bank w tym mrocznym podłym świecie, szczęście może się łatwo odwrócić od człowieka. Kto wie kiedy na mnie przyjdzie kreska., ale teraz liczyło się to, że herbata mi stygnie.
Avatar użytkownika
Szlam
Survivor
 
Posty: 352
Dołączył(a): 06 kwietnia 2013, 11:08
Lokalizacja: [SAM]

22 lutego 2015, 21:05

Nigdzie nie znalazłem opcji wysłania PW, więc wrzucę to tutaj.
Kilka poprawek, jakie umieściłbym w tekście.

Szlam:Saiga

Ryczywół. Ktokolwiek nazwał tak to miejsce, był chyba spity na umór. W każdym razie, przed Pandemią była to mała mieścina turystyczna, gdzieś niedaleko - parę kilometrów w głąb lasu - leżał obóz kolonijny. Teraz, w jednej z dzielnic ocalali założyli obóz. Mieszkała tam społeczność Włóczęgów, u której często bywałem.

Zaraz, kim jestem? Jestem znajdowaczem, czyli zarabiam na życie w tym chorym świecie zbierając artefakty. Stąd też moja ksywka - Szlam, która wzięła się od mojej roboty. Po prostu babram się w tym szlamie anomalii, by wyciągnąć artefakty i sprzedać je za garść monet albo wymienić na amunicję do mojej strzelby czy zapasy. Jednak teraz byłem daleko... no względnie daleko od lasu, anomalii i innych nieprzyjemności i sączyłem sobie ziołową herbatę z glinianego kubka, rozmyślając o tym co niedawno mnie spotkało.

Odczułem ciężar nowej strzelby na ramieniu. Była to Saiga-12, zdobyłem ją w też w dość nietypowy sposób. Wracałem po kilkudniowej wędrówce, mając żywokost i grzechotkę wyciągniętą z anomalii. I wtedy to na mnie natarł wściekły garbus. Cholerne mutanty - skąd się one tak biorą? Nie było czasu się nad tym zastanawiać - odskoczyłem i gdy przebiegł obok mnie, wypaliłem z obu luf mojej dwururki jednocześnie. Nie myśląc wiele natychmiast przeładowałem. Zazwyczaj dwa strzały to za mało, żeby pozbyć się problemu garbusa - ich twarda skóra potrafiła zatrzymać nawet pocisk z karabinu, przez co trzeba celować w miękkie na brzuchu albo w oczy. Śrut z mojej strzelby musiał trafić w jedno z tych miejsc. Garbus padł martwy. Odetchnąłem...

Gdy rozejrzałem się po okolicy, okazało się, że tuż obok jest istne pobojowisko. W okolicy walały się ciała. Czterech w mundurach, dwóch w skórzanych strojach pokrytych dziwnymi symbolami i amuletami. Mundurowi musieli być częścią Armii Odrodzenia, a tamta dwójka Skrajowcami. Przyjrzałem się sprzętowi, jaki mieli ze sobą. Jeden ze skrajowców miał butlę tlenową na plecach i strzelbę Saiga, a drugi karabin SKS. Odrodzeniowcy, jak to oni, dysponowali dobrym sprzętem - mieli kałachy z zamontowanymi tłumikami. Podniosłem się znad ciała jednego z martwych żołnierzy Armii - zastanowiłem się nad sytuacją, jaka miała tu miejsce. Skrajowcy musieli trafić na członków Armii Odrodzenia i wywiązała się walka. Kto wie, która strona ją zaczęła - wynik był fatalny dla obu stron. Osadnicy mieli pecha w początkowym spotkaniu - ich ciała były poszatkowane od kul. Odrodzeniowcy nie liczyli jednak na żadnego kolejnego przeciwnika - tymczasem odgłosy wystrzałów musiały zainteresować grupę garbusów. które rozniosły żołnierzy na strzępy, tracąc większość dzików.

Istne Battle Royale z garbusem jako zwycięzcą.

Zresztą spotkanie odrodzeniowców i skrajowców raczej nie mogło skończyć się inaczej. Ci goście myślą o świecie w całkowicie inny sposób. Skraj uważa, że las należy poznać i nauczyć się żyć z nim w zgodzie, bo wtedy można będzie znaleźć drogę do jakiegoś edenu. Odrodzeniowcy, niedobitki wojska sprzed katastrofy uważają, że las jest jak rak, który należy wyciąć, zniszczyć, wyplewić etc. Oczekiwać od nich przyjaźni to jak oczekiwać zgody od kapitalistów i komunistów.

Wracając do sprawy - po jatce pojawiam się ja i wykańczam ostatniego garbusa. Lamersko.

Przeszukałem ciała. Tak... Wszyscy są martwi jak ćwiek w dzwiach. Myślę - ze mnie ani szabrownik, ani tym bardziej hiena cmentarna, ale sprawa wygląda tak: oni są sztywni więc sprzęt już się im nie przyda, a ja żyję i mogę z niego zrobić użytek. Krótkie poszukiwania przyniosły nad podziw dobre rezultaty. Stałem się szczęśliwym posiadaczem Saigi-12 z zapasem dużych, zdecydowanie nie cywilnych, 12-osobowych magazynków. Jeden z Odrodzeniowców miał pistolet Fort-17 z kaburą udową i dwoma zapasowymi magazynkami. Do tego dochodzą magazynki do kałachów i spory zapas amunicji 7.62x39, oprócz tego garść mamony.

Po katastrofie, gdy zarodnikowa burza wybiła 90-95% populacji w magazynach zostało sporo amunicji, tylko dlatego mogliśmy chodzić z giwerami, a nie tłuc się z łukami, czy procami. W każdym razie amunicja pełniła rodzaj alternatywnej waluty podobnie jak złoto i srebro.

Gdy spakowałem to co dawało jakąś wartość szybko się oddaliłem - nie chciałem znaleźć w okolicy innych padlinożerców, zarówno na dwóch jak i większej ilości nóg. Los nie uśmiechnął się do tych biedaków, a ja miałem szczęście. Kolejny przykład na to, że w tym mrocznym i podłym świecie, szczęście może się łatwo odwrócić od człowieka. Kto wie, kiedy na mnie przyjdzie kreska, ale teraz liczyło się to, że herbata mi stygnie.


Niektóre kawałki tekstu poprawiłem delikatnie, niektóre zmieniłem, żeby dało się czytać całość dość spójnie. Poprawiłem błędy gramatyczne, ortograficzne i braki w interpunkcji.

Ogólnie, to dobra robota. Pisz dalej, zobaczymy, czy stworzysz coś więcej niż pojedyncze opowiadanie ^^
Avatar użytkownika
Dima Batashov
 
Posty: 75
Dołączył(a): 07 lutego 2015, 21:41
Lokalizacja: Śląsk, Poland

24 lutego 2015, 22:18

Bardziej "szort" niż opowiadanie, ale nieważne.

Lubię czytać opisy miasteczek i wsi z perspektywy stalkera czy też innego poszukiwacza zapuszczającego się w taki rejony. Początek elegancko. Reszta, nie w moim stylu. Nie przepadam za "rambowym" stylem opowiadań. ;)

Pisz więcej. :)
Avatar użytkownika
Czujny
 
Posty: 499
Dołączył(a): 03 kwietnia 2013, 18:55
Lokalizacja: Zarząd ds. Lasu

26 lutego 2015, 22:04

"Short" całkiem fajny, ale na przyszłość zdecydowanie polecałbym prowadzić "short'y" i opowiadania w narracji trzecioosobowej. Po prostu lepiej brzmi i przyjemniej się ją czyta od narracji pierwszoosobowej.
Avatar użytkownika
Nope1234
 
Posty: 206
Dołączył(a): 30 stycznia 2015, 13:35

27 lutego 2015, 10:28

IMO to właśnie książki/opowiadania z pierwszoosobową narracją bardziej budują klimat książki.
Avatar użytkownika
slear
 
Posty: 250
Dołączył(a): 03 kwietnia 2013, 20:20

Aby odpowiedzieć musisz być zalogowany.

Powrót do Literatura



cron